Teraz mieszkańcy!

Posted By on Wrz 25, 2018 | 1 comment


Mieszkańcy w ostatnich latach podnieśli się nieco z kolan próbując domagać się swoich praw do miasta.  Czy jednak niefortunny system liczenia głosów  metodą d’Hondta, który faworyzuje duże ugrupowania, da szansę by małe obywatelskie ugrupowania, ruchy miejskie uzyskały swoich przedstawicieli w samorządach?  

Pytanie o szanse oddolnych przedstawicieli mieszkańców w Radach Miasta nadal pozostaje otwarte. Z jednej strony trudno zmierzyć się lokalnym organizacjom z nieformalnymi przedstawicielami deweloperów działających w skali całego kraju  i innych, często własnych biznesów, którzy dysponują wielkimi budżetami na kampanie wyborcze.  Podobnie niełatwo jest wygrać z przedstawicielami partii politycznych. Nieprzemakalne plakaty zaprzyjaźnionych z wielkim biznesem ugrupowań przyjeżdżają w kontenerach z drukarni w Niemczech, a ruch miejski może swoje plakaty nakleić na sklejce z Castoramy i zawiesić na drucie na latarni.

Jednak mieszkańcy nie dają się już tak łatwo nabrać. Minęły czasy kiedy byle błyskotka, czy smak czekolady Milka zza zachodniej granicy bezwarunkowo zachwycał i budził poczucie niższości. A pan w garniturze za kilkanaście tysięcy mógł wcisnąć wyborcom byle kit.

Dzięki takim zabiegom edukacyjnym jak budżet obywatelski do wielu wyborców dotarło, że część podatków, które z bólem płacą zasila budżety miast, a następnie Rady Miejskie podejmują decyzje o wydatkach, których mieszkańcy nie aprobują. Wiedzą lepiej?  Raczej nie.  Próbują jak długo się da wykorzystać bierność i niewiedzę mieszkańców, którzy zajęci innymi sprawami nie zdołają się zorganizować w obronie swoich pieniędzy. 

Seniorów, radni mamią błyskotkami w stylu opieki geriatrycznej, z której w rezultacie niewielu mieszkańców skorzysta. Rzucają ochłap dla matek z małymi dziećmi w postaci kilku dodatkowych miejsc w żłobku albo przeznaczą kilkanaście tysięcy na pomoc dla chorych na Alzheimera. Prawdziwe wydatki są jednak gdzie indziej.  

Czy gdyby faktycznie ktoś zapytał mieszkańców w uczciwych konsultacjach czy chcą budowy mariny na końcu mola za 71 milionów, która spowoduje tworzenie się tomboli i konieczność wydobywania piasku z dna morskiego dwa razy w roku to zgodziliby się na taką bzdurę?  Czy chcieliby oddać  w ramach Partnerstwa Prywatno-Publicznego najlepsze działki w mieście, żeby je zabetonować, a potem stawiać na nich za milion złotych krzewy w betonowych donicach  i drewniane konstrukcje?

Nikt z własnego, domowego budżetu takiego wydatku by nie zrobił.  A tymczasem radni w naszym imieniu podejmują  absurdalne decyzje i zamiast finansować to czego mieszkańcy najbardziej potrzebują,  dosłownie jak w przypadku mariny, wyrzucają pieniądze w błoto.  

Tymczasem to mieszkańcy wiedzą najlepiej czego im potrzeba tylko trzeba pozwolić im decydować.

1 Comment

  1. Dotyczy Reportazu D. Gargas
    Dzień dobry Pani, 
    Postanowiłam do Pani napisać , gdyz właśnie Pani wypowiedzi w tym reportażu bardzo mi się byly bliskie  i ta własnie tematyka w tym reportażu poruszona nie jest mi obca – zwlaszcza ze względu na osobę P. Borusewicza i jego rodziny.( co zaraz  opiszę) .Chcialabym sie przedstawić – jestem mieszkanką Sopotu od urodzenia , a wiec od 59 lat , podobnie jak Pani mieszkam w górnym Sopocie na ładnej ulicy  23 Marca.Niestety miałam tą watpliwą przyjemnosc  byc w Zarządzie  Wspólnoty Mieszkaniowej  gdzie mieszkanie jeszcze kilka lat temu miała siostrzenica Pana Borusewicza a on był Opiekunem Prawnym tej osoby i równiez sprawował pieczę nad tym mieszkaniem.( mieszkanie nie bylło wykupione i włascicielem na tamten czas był Urzad Miasta.    
    Zaraz  opisze  dlaczego o tym wspominam gdyz podobnie jak było w tym reportazu Pan Borusewicz i jego Siostrzenica zgotowali  piekło mieszkańcom bloku ( w którym i ja mieszkałam i mieszkam) . Faktycznie było to prawdziwe piekło w bloku i w całej okolicy , gdyz siostrzenica P. Borusewicza – dziewczyna  z kilkoma wyrokami sądowymi , działajaca na tamten czas w półswiatku kryminalnym ,  sprowadzajaca do tego mieszkania róznych „typów ” wrecz grozna dla otoczenia  agresywna , zaczepiajaca ludzi , po pijanemu i narkotykach – wychodzaca i na powrót powracajaca do wiezienia –  balismy sie wszyscy  bardzo  w tym bloku i na całym osiedlu . Niestety pisalismy do Prezydenta , do Pana Borusewicza ( przeciez to kolesie wiec nic nie dało sie zrobic)   – nie było odpowiedzi i  mocnych przez długie lata nic sie nie zmieniało a było tylko zastraszenie. mieszkanców .  W koncu bezsilni , umęczeni przez lata  mieszkancy napisali ostre pismo do Prezydenta Sopotu i Wydziału Lokalowego z informacja ze upublicznimy tą sytuacje dla Sprawy dla Reportera Pani Jaworowicz jezeli ta Pania od nas nie wyeksmituja  i nastapił przełom. W krótkim czasie od tego pisma tą pania od na zabrali na szczescie i dzieki Bogu  teraz mamy spokój. 
    Opisałam to dlatego gdyz  od dawna denerwuja mnie  poczynania Pan Borusewicza w w.w sprawie i poruszonej w reportazu .   Pan Borusewicz to wyjatkowo butna, arogancka  i stawiajaca sie ponad prawem osoba dlatego tez rozumiem mieszkanców ulicy Grunwaldzkiej ,ze tez przechodzą podobnie jak i my gehenne z  tym Panem i jego rodziną .   
    Dziekuje Pani  i osobom  udzielajacym się w tym Reportazu zwlaszcza ta starsza Pani mówiaca w koncowym fragmencie reportazu –  by porzadek i sprawiedliwosc ,dzialanie zgodne z prawem były w koncu w naszym miescie  moze takie własnie Reportaze sprawia  ze opinia publiczno dowie sie jak faktycznie dziłaja poza prawem takie osoby jak ten Pan i jego rodzina i zostanie nareszcie przełamana buta i arogancja władzi Sopotu oraz tego Pana.  
    Z wyrazami szacunku , pozdrawiam serdecznie zatroskana mieszkanka Sopotu 

    Post a Reply

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *